Szpital bez lekarzy?


Roboty przemysłowe, które stanowią fundament automatyzacji na świecie, to wyłącznie część rynku. Dynamiczny rozwój robotów usługowych wskazuje, iż niebawem społeczeństwo zacznie postrzegać robotyzację jako zjawisko, które opuściło fabryki i bezpośrednio wkracza do życia zwykłych ludzi. Mogą to być odkurzacze, roboty-asystenci, lub już w niedługiej przyszłości robo-doktorzy.
Zaczniemy dziś nieco dramatyczną nutą. Wyobraźcie sobie, że Wasze dziecko potrzebuje operacji, która może uratować mu życie. Odwiedzając szpital przyszłości stajecie w obliczu nieoczywistej decyzji.
Lekarze proponują Wam dwa rozwiązania. W pierwszym dziecko zostaje przyjęte na klasyczny oddział szpitalny, gdzie doglądać będzie go zespół wyszkolonych lekarzy. Szanse na przeżycie określane są na 90%. Alternatywą jest skorzystanie z nowo otwartego oddziału, gdzie lekarze są nieliczni, a wśród licznych techników kręcą się niezliczone roboty medyczne, które zapewnią opiekę waszemu potomstwu. Rokowania wskazują na 95% szansę powodzenia.
Ci którzy uważają się za osoby racjonalnie postępujące, z pewnością wybiorą wariant obarczony mniejszym ryzykiem niepowodzenia. Pytanie tylko czy bylibyście w stanie zaufać cyfrowemu personelowi, tak jak ludzkiemu, do którego tak przywykliśmy przez lata?
Czy nasze szpitale są gotowe na takie rozwiązania? Systemy autopilotów w statkach powietrznych są dalece zaawansowane, a autonomiczne samochody nadciągają pełną prędkością. Pytanie czy nowo powstające centra zdrowia będą zdolne przysposobić do służby zrobotyzowany personel medyczny.
Szpital przyszłości
Powszechnym zjawiskiem jest umiarkowana dynamika zmian w obrębie szpitali. Tyczy się to również wprowadzania zautomatyzowanych procesów do opieki nad pacjentami, pomimo tego jak dobrze automatyzacja przyjęła się w przemyśle. Nie ma co się dziwić, ponieważ w przypadku medycyny zachowawcze podejście podyktowane zawsze było bezpieczeństwem i zdrowiem pacjenta. Jednakże kryterium ekonomiczne, a przede wszystkim racjonalne, z czasem powinno zatrzeć uprzedzenia. Kiedy prawodawcy zorientują się, iż roboty mogą wykonać tą samą pracę nie dość, że mniejszym kosztem, ale jeszcze z mniejszym ryzykiem niepowodzenia, sytuacja powinna się zmienić.
Niektóre szpitale na Zachodzie w ciągu ostatnich 10 lat doceniły ideę modernizacji na wzór współczesnych fabryk, tym samym zwiększając swoją wydajność. Termin focused factories (skupione fabryki /tłum. red.) stosuje się do określania nowego rodzaju placówek zdrowia, które specjalizują się w kilku kluczowych zabiegach, oraz organizują pracę w bardziej strumieniowy i tym samym przemysłowy sposób. Kluczem jest uwolnienie wyspecjalizowanego personelu od prostych i rutynowych zadań, aby Ci mogli się skupić na bardziej złożonych czynnościach.
Nic dziwnego iż pomysł przekształcenia szpitali w fabryki budzi kontrowersje. Oponenci pomysłu wytykają temu rozwiązaniu bycie zakamuflowaną próbą ograniczenia zatrudnienia. Należą oni jednak do grona robosceptyków, do których nie przemawiają argumenty, że zatrudnienie nie zostanie ograniczone, a jedynie jego struktura ulegnie zmianie.
Podział medycyny na specjalizacje jest rozwiązaniem wiekowym i dzięki temu sprawdzonym. Mimo tego oczekujemy, że doktor prowadzący nasze leczenie będzie nam towarzyszył na każdym etapie leczenia. Z jednej strony ma być fachowym chirurgiem dokonującym zdecydowanych cięć, niczym rząd w państwowym budżecie, a z drugiej strony ma nas podtrzymywać na duchu, okazywać współczucie, postawić trafną diagnozę, zinterpretować wyniki badań z wnikliwością Sherlocka Holmesa, a na końcu zająć się nami gdy już pozszywani będziemy leżeli w swoim łóżku po operacji. Pozostaje zadać sobie pytanie – czy realnie możemy wymagać takich kompetencji od specjalisty w wąskiej dziedzinie? Czy przypadkiem roboty nie mogłyby go zastąpić w prostych czynnościach, aby ten mógł się skupić na swoim fachu?
Po pierwsze bezpieczeństwo
Obecnie nawet w Polskich szpitalach funkcjonują programy, które dokonują diagnozy na podstawie udzielonych odpowiedzi, oraz algorytmy które mogą sugerować profil leczenia. Chirurdzy nie raz sięgają po pomoc robotów przy stole operacyjnym. Jednakże stosunek robota do lekarza w tym przypadku jest służalczy, gdzie ten pierwszy jest jedynie narzędziem, przy pomocy którego chirurg wykonuje swoją pracę. W miarę udoskonalania się technologii chirurdzy odsuną się na bok i będą w ramię z technikiem doglądali pracy robota, który beznamiętnie i precyzyjnie będzie wykonywał zadaną mu pracę.
Udział robotów zaznaczy się nie tylko w najważniejszych momentach leczenia, ale również na całej jego przestrzeni. Łóżka wraz z pacjentami będą zdalnie transportowane pomiędzy oddziałami, eliminując tym samym konieczność angażowania personelu ludzkiego i redukując ryzyko rozprzestrzenienia chorób zakaźnych. Sztuczna inteligencja przejmie na siebie obowiązek wstępnej oceny stanu nowych pacjentów, a także ich triażu. Kluczowe decyzje o leczeniu pacjenta podejmować będzie lekarz, aczkolwiek zrobotyzowany doradca będzie obecny na każdym etapie, uzupełniając stan wiedzy personelu medycznego.
Karty zdrowia, książeczki i stos papierów dotyczących dotychczasowego leczenia bywają uciążliwe. Zwłaszcza jeżeli często potrzebujemy opieki medycznej. To zmieni się zdecydowanie najwcześniej. Dla naszej wygody wszczepiony zostanie nam podskórnie chip, który będzie naszą medyczną wizytówką. Nie dość że uprości to proces wyszukiwania informacji o pacjencie, to w niektórych wypadkach (np. przyjęcia nieprzytomnego pacjenta na oddział), będzie to jedyny sposób określenia z kim lekarze mają do czynienia.
Gdy już wrócimy do domu po zasadniczym leczeniu, nasi robotyczni asystenci będą nam przypominali o lekarstwach, które musimy zażyć, a nawet sami nam je odmierzą. Tym którzy potrzebowali będą rehabilitacji, z pomocą przyjdą egzoszkielety, które dopasowując się do ciała i możliwości nosiciela, stopniowo będą nam pomagały odzyskiwać sprawność fizyczną.
A co z odpowiedzialnością zawodową?
Profil kompetencji lekarza ulegnie zmianie. Kluczowym stanie się zrozumienie technologii i zdolność do współpracowania z nią. W ramach studiów medycznych przyszli lekarze będą uczyć się programowania, jak i innych umiejętności informatycznych, chociaż podejrzewamy, że te zdolności będą przyswajali już w szkołach podstawowych.
Jednak maszyny bywają zawodne i nawet najbardziej doświadczony lekarz-programista może popełnić drobny błąd, który pociągnie za sobą fatalne skutki. Praktycznie każda dyskusja o robotycznych lekarzach rozpoczyna się od tego wątku.
Robotom wpierw przypadnie obowiązek stawiania diagnoz oraz doradzania lekarzom, lecz pewnym jest, że stopniowo zaczną one zajmować stanowiska przy stole operacyjnym. Koszty ubezpieczenia powinny stopniowo maleć, ponieważ patrząc z perspektywy ubezpieczyciela, maszyna jest obarczona mniejszym ryzykiem popełnienia błędu niż człowiek. Jednak gdy dojdzie do błędu, kogo będzie należało pozwać, jeżeli żaden człowiek nawet nie przyłożył ręki do Twojego leczenia? To zasadnicze pytanie pozostanie jeszcze długo nieodpowiedziane, a największe komisje bioetyczne na świecie łamią sobie głowy na drodze do wypracowania spójnej odpowiedzi.
Należy przyjąć, że ludzie są dalecy od bycia doskonałymi, a błędy są ich naturalnym towarzyszem. Mogą je popełniać lekarze, tak jak mogą je popełniać również kierowcy. A skoro badania pokazują, że autonomiczne pojazdy znacznie redukują ryzyko śmiertelnych wypadków, to dlaczego ta sama zależność nie powinna opisywać zrobotyzowanej służby zdrowia?
Źródło: theconversation.com /
Zobacz też:
















