Polacy to nie gęsi i mają swojego robota medycznego. Skonstruowany w Instytucie Protez Serca w Zabrzu robot jest jedynym polskim robotem medycznym. Czy jest w stanie konkurować z rozwijanym od lat robotem medycznym Da Vinci?
Za robotem Robin Heart stoi dr. Zbigniew Nawrat, który był pomysłodawcą i do dzisiaj rozwija swój projekt. A zaczęło się od robota Robin Heart 0, Robin Heart 1 oraz 2, które powstały w latach 2000-2003. Kilka lat później powstały kolejne wersje robota nazwanego Robin Hart Vision. Służył on do sterowania położeniem endoskopowego toru wizyjnego. W 2008 roku stworzono robota Robin Heart mc2, którego użyto przy operacji wszczepienia bajpasów u świni.
Polski robot medyczny
Robin Heart mc2 był swego czasu największym robotem medycznym na świecie, posiada aż trzy ramiona – dwa z nich są ramionami zewnętrznymi. Z pomocą tylko tych dwóch ramion Robin Heart może zastąpić przy stole asystenta, który trzyma w rękach dwa narzędzia. Trzecie ramię jest wyposażone w tor wizyjny oraz kamerę. Dzięki niemu robot może zastąpić aż trzech chirurgów. Jak to się dzieje?
Dr. Zbigniew Nawrat tłumaczy, że operację wykonuje lekarz za pomocą specjalnej konsoli Robin Heart Shell. Chirurg siedzi na stanowisku trzymając w rękach zadajniki ruchu. Na ekranie widzi to co dzieje się w środku pacjenta. Robot wyposażony jest w konsolę, która pozwala zmieniać parametry sterowania. Dzięki temu można na przykład usunąć drganie lub przeskalować ruch. Chodzi oto, żeby przesunięcie dłoni o pięć centymetrów dawało przesunięcie narzędzia o 2 milimetry. Dr. Nawrat już teraz myśli o kolejnych usprawnieniach takich jak mechatroniczne narzędzia i ergonomiczne stanowisko pracy, wprowadzenie sprzężenia siłowego podczas operacji.
Konkurencja dla Da Vinciego
Mówiąc o robotach medycznych trudno nie wspomnieć o robocie Da Vinci, który zmonopolizował rynek. Rodzimy robot medyczny nie trafił jeszcze do klinik, ponieważ nie uzyskał stosownych homologacji. Pamiętajmy natomiast, że Da Vinci jest rozwijany o wiele dłużej niż Robin Heart i do tego projekt ten uzyskał na początku duże środki pochodzące z amerykańskiej armii. Da Vinci jest dzisiaj monopolistą, ponieważ z jego pomocą przeprowadza się obecnie około 600 tys. operacji rocznie. Dr. Nawrat zwrócił jednak uwagę na fakt, że większość z tych operacji to zabiegi ginekologiczne i urologiczne. Tylko kilka tysięcy z nich wykonywanych jest na sercu, a to właśnie na operacjach serca skupiają się konstruktorzy polskiego robota.
W całej dziedzinie robotyki medycznej jest sporo miejsca na nowe roboty, mówi dr. Nawrat. Zwraca uwagę, że mamy w Polsce zaplecze w postaci kadry czyli osób, które zajmują się robotyką. Polskie uczelnie techniczne kształcą przyszłych robotyków, którzy miejmy nadzieję, również zajmą się robotami medycznymi.
Robot w sercu
Nazwa Robin Heart po chodzi od wyrażenia „Rob in heart” czyli robot w sercu.
„Podobało mi się również skojarzenie z Robin Hoodem. To miał być robot tani i dostępny dla wszystkich, w przeciwieństwie do drogiego Da Vinci” – mówi dr. Nawrat.
Kluczem do sukcesu polskiego robota medycznego jest jego cena oraz koszty serwisowania, które w przypadku Da Vinciego są wysokie. Zresztą sama cena amerykańskiego robota wysoka. W Polsce jest obecnie 8 takich robotów, a potrzeba by było około 30 maszyn. Dla porównania w Niemczech pracuje 130 robotów Da Vinci.
Źródła: rp.pl, pap.pl, sztucznainteligencja.pl
Autor: Mateusz Tomanek